• Wpisów:19
  • Średnio co: 100 dni
  • Ostatni wpis:43 dni temu
  • Licznik odwiedzin:25 925 / 2008 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
nie ważyłam sie, ogarnął mnie taki strach o to, ze waga w ogole nie drgnela.
zrobie to jutro.





















 

 
niedziela to idealny dzień na przemyślenia.
jedyny dzień w tyg. gdy mam czas tylko dla siebie.
dobrze i niedobrze.
moje małe demony mają czas na sianie w głowie spustoszenia.
czego(kogo) ty tak naprawdę chcesz.
można kochać kogoś tak baardzo, chcieć spędzić z nim życie, planować dom dzieci a mimo to zauroczyć się kimś?

jutro ważenie. boje się, chciałabym zobaczyć choć minimalny spadek.
























 

 
na wadze w poniedziałek 67,7 dzisiaj 67,2 .
jak zwykle sie spasłam.
jak mogło być inaczej skoro się tyle żre...
ale nie załamuje sie wiem, że to zrzuce, musze.
jak na razie jestem zmotywowana i wiem, że dam sobie z tym rade.

rano owsianka z ksylitolem
potem pół naturalnego z musli
ryż brązowy z marchewka bialy sos
pozniej jablko, udko bez tłuszczu
i na kolacje salatka




















 

 
zaczynam eeenty raz.
dużo się zmieniło, praca, moje postrzeganie świata, moje marzenia.
jedno zostało, dobijam do 59 kg.
być może w końcu mi się uda.























 

 


Znowu się to dzieje.
Zbliża się okres.
Mam zachcianki i waga skoczyła o pół kilo.
Wiem, ze tak bywa a mimo to znowu świruje.

W niedziele jeszcze było 65,6 a dzisiaj już 66,1.
Oszaleje.
Musze to jakoś przetrzymać i nie rzucić się na jedzenie.

Wkurzają mnie te emocjonalne skoki.
Jeden dzień czuję się szczupło, mam wrażenie, że mogę wszystko.
Dzisiaj z kolei czuje sie jak gówno, dosłownie.












Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
65,7

od początku diety 4 kilo mniej .
takie tempo właśnie zakładałam a przez ten miesiąc tak przeżywałam, że idzie wolno itp.
dopiero teraz do mnie dociera, że tego właśnie chciałam, nie za szybko schudnąć, żeby to cielsko nie wyglądało potem jak wór skóry.

ciesze się mega bo już jest mniej więcej tak jak bym chciała.
dobijamy do 63.


















 

 


66,3

dawno mnie tutaj nie było.
nie miałam jak pisać, byłam bez komputera.
czuje się coraz lepiej ze sobą.
zaczynam się sobie od nowa podobać, dawno się tak nie czułam.

zauwazyłam, że bardzo chce schudnąć ale nie robie tego za wszelką cene.
tłumacze sobie, że mam czas i od czasu do czasu pozwalam sobie na małe grzeszki, głównie w weekendy.

ostatnio miałam gorszy czas, nie umiałam dogadać sie z P.
czasami chyba za dużo oczekuje.
chciałabym, żeby cały czas było jak na początku związku.
a nie oszukujmy się, że po 4 latach będzie cały czas pięknie.
na szczęście już jest okej, znowu czuję, że jestem dla niego najważniejsza.
nie moge o tym zapominać i niepotrzebnie się nakręcać.


















  • awatar kerastani: nakręcanie się jest najgorsze w związku, wszystko będzie dobrze ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie było mnie przez chwile ale miałam cholernie dziwny czas.
Nie wiem czy to przez okres czy przez diete ale byłam tak cholernie rozstrojona nerwowo, że szkoda słów.
Dzisiaj musze się wziąć w garść i zapanować nad tym wszystkim.
Mimo, że nie pilnowałam diety w weekend waga spadła do 66,8.
Bardzo mnie to cieszy bo mega bałam się na nią wejść.
Totalny paradoks. Gdy pilnowałam się z jedzeniem waga stała jak zaczarowana a gdy pozwoliłam sobie na duuuużo więcej schudłam pół kilo.
I bądź tu mądry człowieku.























  • awatar Mała czarna ✯: Może metabolizm się rozkręcił? :> ale powiew wakacji na zdjęciach <3
  • awatar Karissa: Właśnie to jest najgorsze, starasz sie, pilnujesz diety, uważasz na wszystko i bez żadnego rezultatu. Olewasz, nagle wszystko idzie w dobrym kierunku. No nic, grunt, że waga spadła. U mnie też są teraz zmienne nastroje i niewiadomo co w głowie, dziwna sprawa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj wstałam 5.30 i poczułam, że to będzie dobry dzień dla diety.
Kolejny początek mimo, że minęło dopiero 2 tyg.
Mam wrażenie jakby trwało to całą wieczność.
Za piewszym razem, 4,5 roku temu było tak samo.
Na początku wlokło się niemiłosiernie a potem poleciało jak z procy, nawet nie wiedziałam kiedy gubiłam kilogramy.
Teraz jest inaczej.
Mam kogoś kto mówi, że mam nie przesadzać.
Wtedy byłam sama.
Zupełnie odcięłam się od ludzi.
Teraz już jestem innym człowiekiem i myśle inaczej.

Minimalne dgnięcie w dół.
67,2.
Minimalne a ciesze sie, jak dziecko i już mam ochote na więcej.

Małe kroczki na razie dąże do tego aby zrzucić 2 kg.
Do 65.
Potem może wyznacze sobie kolejny cel.

Ten weekend był bardzo udany.
Potrzebowałam w niedziele odpuścić sobie.
Nie chciałam też robić z siebie damy na imieninach i zrobić przykrość teściowej i nie jeść.
Wiem, ze dla niektórych ludzi to jest ważne.
Po kolacji poszliśmy z P. na lody i nawet nie czułam, że zawalam diete, zrobiłam sobie po prostu jednodniową przerwe.

I dziękuje wam baaardzo za wspacie. Nawet nie wiecie jakie to dla mnie cholernie ważne.














  • awatar Karissa: Właśnie jeszcze wtedy uważałam, że tamta znajomość zrównała mnie do poziomu niewartościowej osoby, ale teraz, gdy emocje opadły właściwie jestem zadowolona, że się pojawiła. Może nie była długa (bo sądzę, że się skończyła), ale wiele dzięki niej sobie uświadomiłam. Na swój sposób jestem szczęśliwa, może nie na tyle ile bym chciała i nie z takiego powodu z jakiego bym chciała, ale jednak. Dziękuję bardzo za Twoje słowa. To miejsce staje się dla mnie coraz bardziej intrygujące i... miłe jeżeli tak to można nazwać. Widzę, że Twoje podejście do odchudzania jest bardzo racjonale, a odpowiednie myślenie to już połowa sukcesu. Odchudzanie nie powinno być najważniejsze i podczas trwania tego procesu trzeba też brać pod uwagę uczucia innych ludzi, tych na których nam oczywiście zależy. Skoro dzisiejszy dzień ma być dniem dobrym dla diety - tak będzie. A pod koniec dnia przyjdzie satysfakcja i zadowolenie z siebie, cudownie :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Macie racje, od razu nic nie przyjdzie(a raczej nie ubędzie).
Potrzeba troche czasu.
Musze do tego podejść na spokojnie.
Nie będę się aż tak spinać.
I mam zamiar dzisiaj sobie zjeść coś dobrego bo jade na imieniny do teściowej.
Może akurat porusze troche ten leniwy metabolizm.
Może faktycznie jadłam za mało.
Jutro od nowa się przypilnuje.
Bedzie dobrze, musi być
  • awatar Mała czarna ✯: No i super podejście! Teraz zobaczysz pójdzie z górki, trzymam kciuki <3 I baw się dobrze na imieninach :D
  • awatar Karissa: Zgadza się, trzeba czekać i równocześnie działać by coś osiągnąć. Masz rację, będzie dobrze :3
  • awatar Fight for your dreams & never give up: No i prawidłowo ;) Ja dzisiaj też mam imprezkę urodzinową więc tak czysto i zdrowo nie będzie do końca. Ważne, żeby potem przestać tak jeść xd Powodzenia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
mam totalny kryzys.
od środy nie widzę żadnych efektów mimo, że na prawdę malutko jem.
nic smażonego, nic tłustego, zero kolacji po 18....
totalnie zero chęci
mam ochotę kupić sobie senes i całkowicie się przeczyścić..
muszę widzieć jakiekolwiek drgnięcie w dół na wadze bo to mnie napędza inaczej boje się,że się poddam.














  • awatar Karissa: Wszędzie jest jakoś tak... na nic. Nie widzisz efektów teraz, będą później, a jak przestaniesz się starać efektów nie będzie nigdy. Trzymaj się!
  • awatar Mała czarna ✯: Zgadzam się z Fight for your dreams & never give up. Musisz uzbroić się w cierpliwość, nie będzie łatwo, lecz będzie warto! " Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.". I z tym jedzeniem po 18 też uważam, że to mit. Ja jadłam kolację 3 godziny przed snem. A nie jesz przypadkiem za mało? Żeby chudnąć też trzeba jeść, bo inaczej właśnie zastoje będą, a o jojo już nie wspomnę. I nie sugeruj się wagą, ona ma swoje kaprysy, czasem woda nazbiera się w organizmie i już jest więcej, albo wciąż tyle samo. Bądz silna, masz nasze wsparcie, dasz radę.
  • awatar Fight for your dreams & never give up: Ps. brak jedzenia po 18 to taki mały mit. Mały, bo zależy od godziny o której idzie się spać. Jeżeli idziesz ok 20, 21 to jak najbardziej nie musisz nic jeść po 18. Ja np. chodzę spać ok 23 czasami później, więc miałabym taką małą głodówkę przed spaniem, co serio nie za dobrze wpływa na nasz organizm i metabolizm, bo go spowalnia. Z tego co wiem to najlepiej zjeść sobie kolację od 2-3h przed spaniem. Może ci podpasuje właśnie taki system. Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dopiero 9 dzień mojej diety a ja bym chciała cudów.
Kumpela właśnie powiedziała mi, że widać, że schudłam.
Mega sie podjarałam a teraz znowu mam czarne myśli.
Że przecież mało jem a czuje się jakbym zawalała.
A na początku było tak pięknie.
Jakbym zobaczyła jakiekolwiek drgnięcie na wadze na pewno poczułabym się pewniej.

Nie poddam się, nie teraz. Wiem jak ciężko zacząć a już w tym siedze.
Teraz nie ma odwrotu.

Jedyny plus to to że zdaje sobie sprawe, że nie moge sobie pozwolić na słodkie
Dzisiaj moja szefowa mnie namawiała, nie ugiełam się.
Chociaż tyle potrafie.





















 

 
Stwierdzam, że nie mogę sie chyba codziennie ważyć bo dostane do głowe jak ostatnim razem
Leciutko podskoczyło do góry 67,5 a ja już schizuje.
I tysiąc myśli na minute oczywiście i jedna zaprzeczająca drugiej..
Z jednej strony sie pocieszam, że przecież bez przesady nie byłam w toalecie itp a z drugiej strony jak to sie stalo bla bla musze sie bardziej postarać.

Mam czas nie ma co fiksować.

I tak już widze minimalne postępy gdy patrze w lustro.
Zmieściłam się w ukochana spódniczke, która była za ciasna więc już jest progres. ;D

Dzisiaj mam wolny dzień to będzie dopiero gonitwa myśli.
Byleby nie myśleć za dużo o żarciu.

Na sniadanie jadłam płatki kaszy jaglanej.
Teraz czytam, że niby ma dużo kalorii ale jest łatwo przyswajalna i ma dużo błonnika.
Tak więc chyba dobrze ?

Jak schudne to kupie sobie piękne szorty.
Już nie mogę sie doczekać.





















  • awatar Fight for your dreams & never give up: Waga lubi nas oszukiwać, ale nie daj się jej. Może będzie lepiej jak zamienisz ją na cm? Może bardziej motywujące :)? A zresztą widzisz postępy po ubraniach, więc nie ma się co przejmować. Powodzenia :> A fotki *.*
  • awatar Mała czarna ✯: Zdecydowanie nie powinnaś ważyć się codziennie. :( Przecież nie przytyłaś w jeden dzień to w jeden nie schudniesz, odstaw wagę na bok, wyciągaj ją tylko może raz na tydzień, bo to Cię w końcu zdemotywuje. W ciągu dnia waga może skakać nawet do 3 kg, więc po co się niepotrzebnie denerwować? :) I gratuluję zmieszczenia się w te spódniczkę, jest progres <3 No i oczywiście, że płatki jaglane mogą być, tak naprawdę liczy się jakość, nie ilość. :)
  • awatar Karissa: Ważenie się to przekleństwo. Cieszę się, że dostrzegasz zmiany, niedługo będą jeszcze większe, trzymam kciuki!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
67,3

pozniej coś więcej napisze jeśli czas pozwoli teraz biegne do pracy buźka
























 

 
Piękny dzien.
Weszłam na wage a tam co ...67,6 tadaaam.
Dwa kilo mniej od poniedziałku.
Chyba dzisiaj nic nie zepsuje mojego humoru.

Czuję się dużo lepiej. Ta dieta to był jednak świetny pomysł.
W ogole nie ciągnie mnie do słodyczy i tego typu rzeczy.
Mój wczoraj jadł na wieczor chipsy i nawet nie pomyślałam przez moment, żeby tez zjeść.
Byle do przodu.
















  • awatar Mała czarna ✯: Gratuluję spadku! I widać, że ogólnie dobrze się trzymasz, oby tak dalej :> Cudowne inspiracje!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miałam odezwać się kolejnego dnia od wpisu.
Nie zrobiłam tego wiem, ale po wejściu na wage przezyłam koszmar i miałam tak zjebany tydzień, że brak mi słów.
Nie spodziwałam się tego co zobaczyłam.
Nie ważyłam się co prawda mniej wiecej 4 lata wiec czego innego mogłam się spodziwać jednak człowiek jest głupi
69,7 myślałam, że sie zabije dosłownie.
Na dzien dzisiejszy już jest 68,2 ale mimo wszystko ...

Co prawda zaparłam się tak mocno, że jestem pewna że dam rade.
Musze zejść do dawnej wagi 63,3.
To tylko 5 kilo a jeśli uda się więcej to będe przeszczęśliwa. Jest troche czasu więc dam rade.
Trzymajcie kciuki.
Tymczasem lece na sniadanko.




















 

 
Zaczynam a właściwie wracam do diety.
Dawno tego nie robiłam. Dawno nie dbałam o to co jem.
Trochę się pogubiłam i dopiero teraz zaczęłam sobie zdawać z tego sprawę.
Szybkie tempo, praca sprawiły, że zupełnie zapomniałam o sobie.
Musze pamiętać.
Z tego wszystkiego boje się wejść na wagę.
Jutro rano zważę się i napisze jaki jest plan i ile chce schudnąć.
Jade nad morze z chłopakiem i z rodzicami.
Musze dobrze wyglądać. Zawsze o tym marzyłam. O takim wyjeździe z ukochanym.
Marzyłam o tym jeszcze na początku mojego odchudzania 4 lata temu... że znajde miłość życia, że mnie zabierze na taki wyjazd, że w końcu będę szczęśliwa.
I jestem baaardzo szcześliwa, w końcu, każdy an to zasługuje.
Chciałabym tylko zrzucić 5 kg. I wiem, że dam rade. Nie z takimi kilogramami dawałam rade




















 

 
Wracam. Kolejny raz.
Z pingerem, z wami mam same piękne wspomnienia. <3
To dzięki wam moje życie wygląda teraz tak jak zawsze chciałam.
Zrzuciłam te cholerne kilogramy(20 kg), mimo to mam jeszcze wiele do zrobienia, do poprawienia w moim ciele. To chyba nigdy się nie skończy.
Ale jestem szczęśliwa.
Mam wspaniałą miłość, mam kogoś dla kogo jestem ważna i jestem przekonana o tym na 100 %.
Tego zawsze chciałam, wspaniałego mężczyzny, przyjaciela, przy którym poczuje się bezpieczna, kochana, jedyna.
Mimo to czasami brakuje mi tego piękna, inspiracji, które pokazywał mi każdego dnia pinger pare lat wstecz. <3
Chce tego ponownie.







Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kiedyś będziesz miał wiele rzeczy za sobą i mało przed sobą. Będziesz może szukał wśród wspomnienia jakiegoś oparcia, czegoś, od czego zaczyna się rachubę lub na czym się ją kończy. Będziesz już całkiem inny i wszystko będzie inne, i nie wiem, gdzie będę, ale to nie ważne. (...)
Pomyśl wtedy, że masz moje sny i głos i troski i nieznane mi jeszcze pomysły. I moją niecierpliwość i nieśmiałość. Ważne będzie tylko, że jesteś moją słabością i siłą, utratą i odzyskaniem, światłem, ciemnością, bólem – to znaczy życiem…
Będziesz trwał w pyle, w który zmieni się moja pamięć zatrzymana na zawsze, silniejsza niż czas, niż gwiazdy, silniejsza niż śmierć… (...) Milczysz? To dobrze. Nie mów 'zapomnij'. Nie mów tak. Jesteś przecież rozumnym mężczyzną.
Więc gdybym zapomniała, to nie byłabym już ja, bo Ty wszedłeś we wszystkie moje rzeczy, zmieszałeś się z najdawniejszymi wspomnieniami, doszedłeś tam, gdzie nie ma jeszcze myśli, gdzie nie rodzą się nawet sny. I gdyby ktoś wydarł Cię ze mnie, zostałaby pustka, jak gdyby nigdy mnie nie było… (...) Bo Ty jesteś wszędzie, gdzie patrzę."