• Wpisów:10
  • Średnio co: 214 dni
  • Ostatni wpis:156 dni temu
  • Licznik odwiedzin:33 382 / 2365 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
miałam dosyć długą przerwę.
głupi czas, ostatnio czuję jakiś ogólny bezsens wszystkiego.
ciągle była tylko praca i praca.
ale dzisiaj już biorę się w garść, trzeba zadbać o siebie.
ale nie mam zamiaru popadać w paranoje, gdy jem za mało później rzucam się na jedzenie jak pojebana.
teraz biorę się do tego trochę inaczej.
bez popadania w obłęd bo zwariuje.























 

 
wczoraj delikatnie sobie odpuściłam ale dzisiaj już wróciłam .
zjadłam parę kostek czekolady i dwie kromki chleba pszennego dodatkowo .
psychicznie odpoczęłam od diety, zrelaksowałam sie a dzisiaj wstałam i myślę sobie, hej wracamy do kontroli.
nie mam pojęcia jak wagowo, zważę się jutro albo we wtorek.
buziaki
























 

 
mój mały cel na ten tydzień został osiągnięty.
na wadze 66,8 czyli nawet troszkę mniej niż zakładałam co mnie bardziej cieszy.
dzisiaj miałam mały bonus w postaci lodów na kolacje, smakowały jak nigdy
teraz już zaspokoiłam głód na słodkie i mogę wracać do walki.
właściwie jestem z siebie dzisiaj zadowolona.
w pracy zauważyli i pochwalili efekty, co nie ukrywam, trochę mnie podniosło na duchu.
walczę dalej i nie poddaje się, wiem, że nie będę żałować
























 

 
boje się, że zawale.
nie mogę sobie na to pozwolić, wiem, że będę żałować.
muszę jakoś przetrwać ...(
mam nadzieje, że jutrzejsze ważenie pokaże coś miłego.





















 

 
w końcu trochę waga ruszyła.
wczoraj byłam na zakupach w Avenidzie Poznańskiej.
było tyle pięknych szortów, chciałam sobie pokupić ale stwierdziłam, że skoro i tak mam zamiar schudnąć to bez sensu wyrzucać kasę w błoto ;D
tak więc kupiłam tylko koszulkę w stradi i sukienkę na promocji w H&M za 30 zł - zakup życia.
czułam się wyjątkowo szczupło i nawet nie zjebałam diety mimo pokus(KFC....)
dzisiaj gorzej, czuję sie jak gówno, tęsknie za P.
ma drugą zmianę więc zobaczymy sie dopiero w piątek ((
niech ten dzień się skończy.
























 

 
myślę sobie, że właściwie to jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem.
w końcu przyszła wiosna, czuję się wspaniale, wiem, że uda mi się schudnąć, po prostu tak będzie.
nie wiem co jest powodem tego, że czuje się zajebiście.
wczoraj cudny dzień z moim P.
wiem, że mając JEGO mam wszystko czego potrzebuje w życiu. jego miłość i zdrowie.
zamówiliśmy sobie jedzonko na wynos - ja oczywiście sałatkę i pojechaliśmy zjeść nad wodę.
mimo, że ta cholerna waga stoi w miejscu w końcu musi się ruszyć i dlatego nie poddaje się.
chociaż już teraz jak patrze w lustro, widzę efekty delikatne ćwiczeń.
no i czuję się lekko i szczuplej.
dam rade schudnąć jeszcze te 8 kg, musze.
a najbliższy cel to do końca następnego tyg - na wadze 67.
buziaaaki.




























 

 
waga stoi jak zaklęta.
pilnuje diety, jem na prawdę mało, o stałych porach, 5 posiłków, ćwiczę...
może ruszy.
i tak jestem dumna z siebie, z tych dwóch i pół kg w niecałe dwa tyg.
przecież to dużo, chyba mi już odbija..
co prawda widzę efekty.
spodnie, które jeszcze 9 kwietnia były mi za ciasne, w ogóle nie było mowy o chodzeniu w nich dzisiaj wciągnęłam na tyłek i śmigam.
więc postęp jest.
mimo to chce więcej i nie poddam się. ;D
























 

 
dzisiaj mam jakiś wewnętrzny kryzys.
nie na tyle, żebym się złamała i coś podjadła ale samopoczucie generalnie siada.
dopiero teraz widzę, że znowu się zapuściłam.
gdybym się pilnowała nie musiałabym wyglądać tak jak wyglądam...
zero postępów na wadze dzisiaj mimo, że dietetycznie zrobiłam wszystko co mogłam.
tysiąc myśli na minute, niby wiem, że 2 kg na tydzień to dużo a mimo to świruje. paranoja.
































 

 
dzisiaj tragiczny dzień.
tragiczny odnośnie samopoczucia.
okres + dziadowski humor.
czuje się jak gówno nie wiem czym to jest spowodowane, może tym okresem ....
za to pod względem diety jak na razie idzie wszystko dobrze.
rano ważenie, jest spadek. aktualnie 68,8.
oby jutro było lepiej.































 

 
wspaniały kwiecień.
ostatnio czuje, że nic więcej mi nie potrzeba.
skasowałam poprzednie wpisy, nie chce myśleć co zaniedbałam, co poszło nie tak.
i nie chce myśleć o tym, że mogłam schudnąć o wiele szybciej gdybym nie spierdoliła jak zwykle.
czysta karta.
w poniedziałek było 70,5
dzisiaj 69,2
na tą chwile jestem zadowolona i zmotywowana, żeby dalej walczyć.
pojadę nad morze szczupła nie ma bata.